POLSKA: koszty OZE mogą wkrótce przegonić koszty en. jądrowej



Istnieje spore prawdopodobieństwo, że już wkrótce nasze krajowe koszty związane z brakiem OZE zaczną ambitnie gonić koszty ponoszone w związku z… brakiem energetyki jądrowej.

Na te drugie w naszym kraju czyli przeznaczone na przygotowanie się do rozpatrzenia możliwości czy zasadności budowy energetyki jądrowej wydajemy:

  • 18,5 mln zł w latach 2012-2014 na promocję energetyki jądrowej
  • 859,7 mln zł w latach 2011-2020 (zgodnie z Programem Polskiej Energetyki Jądrowej) – tak jest, trochę niezauważalnie przeszedł wzrost planowanych wydatków – w 4 miesiące o ponad 1/3 – z 703 mln zł w wer. 1 dokumentu, z sierpnia)
  • 11 mln zł rocznie Polska Agencja Atomistyki
  • 50 mln zł rocznie kosztów funkcjonowania instytutów badawczych związanych z energetyką jądrową
  • 14 mln zł rocznie spółka PGE Energia Jądrowa (trudne do dokładnego oszacowania ale tyle mniej wynosiła strata netto za sam rok 2011, przy czym była 2 razy wyższa niż strata za sam rok 2010)
  • 14 mln zł rocznie spółka PGE EJ1 (j.w.)

Czyli razem mniej więcej trochę ponad 170 mln zł rocznie. Czy to dużo? nie dyskutujemy. Czy to potrzebny wydatek? W pewnej części można by uznać, że usprawiedliwiony aby nie tracić czasu gdyby się okazało, że pójdziemy w energetykę jądrową. Gdyby się okazało, że nie pójdziemy… pewnie szkoda.

Natomiast już niedługo jest spora szansa, że z powodu żenującego postępu prac nad ustawą o OZE kolejne, podobne jak powyżej pieniądze, będziemy wyrzucać w błoto. A właściwie nawet gorzej bo oddawać do UE w ramach kar zamiast brać w ramach dopłat.

Dlaczego?

23 kwietnia 2009 r. weszła w życie dyrektywa 2009/28/WE na której zaimplementowanie do naszego prawa dostaliśmy ponad 1.5 roku. Ostateczny termin minął 5 grudnia… 2010 r. W międzyczasie minął grudzień 2011 i 2012. Zostaliśmy grzecznie upomniani przez KE, że jesteśmy ślamazarni ale na tym się oczywiście nie skończy gdyż  równie grzecznie została uruchomiona procedura zmotywowania nas do przebierania nóżkami. Ile to będzie kosztowało? dokładnie nie wiemy, natomiast z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że kara nie będzie znacząco odbiegała od dwóch innych, które Komisja Europejska już, w związku z uchybieniem zobowiązaniom w transpozycji, wniosła do Europejskiego Trybunału Stanu na mocy art. 260 ust. 3 TFUE:

  • za brak „elektrycznej” (2009/72/WE) – 84,5… tysiąca (!) …. euro (!!) ….. dziennie (!!!)
  • za brak „gazowej” (2009/73/WE) – 88’919 również euro dziennie

Czyniąc 3 optymistyczne (aby nie rozbijać się w dyskusjach o szczegóły) założenia:

  1. kara za brak transpozycji dyrektywy o OZE będzie miała wartość niższą z dwóch powyższych kar czyli 84’500 €
  2. kara (bo obowiązuje od ogłoszenia wyroku ETS) dopadnie nas dopiero za rok
  3. koszty EJ weźmiemy bez kosztów agencji i instytutów badawczych a także bez spółek celowych

otrzymamy poniższy wykres, który pokazuje jak koszty na OZE, z których nie będzie OZE mogą przed końcem dekady przegonić koszty na EJ, z których niekoniecznie będzie EJ.

Koszty-i-kary-EJ-i-OZE

[EDIT 8 stycznia 2013] dzięki komentarzowi jednego z naszych czytelników możemy uzupełnić ten wpis o dodatkowe informacje. Otóż konsekwencje finansowe, jakie grożą naszemu krajowi za brak transpozycji dyrektywy unijnej do krajowego prawa są szersze niż tylko nałożona przez Trybunał Sprawiedliwości kara i obejmują:

  • odpowiedzialność traktatową – postępowanie wszczęte przez Komisję Europejską zakończone wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości,
  • odpowiedzialność odszkodowawczą względem jednostki,
  • wstrzymanie przekazywania państwu członkowskiemu przez Komisję Europejską środków z funduszy europejskich.

Więcej szczegółowych informacji.

 

 

Ale to nie koniec opowieści.

Na blogu prowadzonym przez Grzegorza Wiśniewskiego przeczytaliśmy ciekawy artykuł, z którego wynika, że te kary, nawet wszystkie razem, to kieszonkowe ucznia klas 1-4 w porównaniu do wypłaty jaką codziennie wyrzucamy na współspalanie. Dzięki uprzejmości twórcy bloga poniżej zamieszczamy fragment wniosków oraz liczb.

Samo współspalanie kosztuje nas (więcej na stronie IEO  oraz na blogu odnawialnym ) ponad 4 mln zł dziennie, tj. 10-krotnie więcej niż jakakolwiek kara ze strony UE za niewdrożenie jakiekolwiek dyrektywy energetycznej. Powyższy rachunek nie obejmuje niczym nie uzasadnionych kosztów wsparcia zamortyzowanych dużych elektrowni wodnych (roczny koszt tego wsparcia  jest rzędu  0,5 mld zł). […] system nadmiarowego i zbędnego [wsparcia], a nawet szkodliwego dla bilansu handlowego (import biomasy) i środowiska (podwyższona emisyjność jednostkowa) […] 

Poniekąd zrozumiałe może być, że w ten sposób nasz rząd próbuje wypełniać podjęte cele OZE ale to jest zamiatanie pod dywan. To dość kosztowny sposób odsuwania w czasie zderzenie z rzeczywistością a im zderzenie będzie bardziej odsunięte tym prędkość zderzenia będzie większa bo pieniądze wydawane na współspalanie nie rozwijają w naszym kraju w żaden sposób technologii energii z źródeł odnawialnych. To nawet nie jest atrapa.

Jeżeli się zatem nic nie zmieni, to istnieje spora szansa, że w 2020 roku będziemy biedniejsi o 20 mld złotych ale za to bez OZE i elektrowni jądrowych.

Koszty i kary do 2020

 

Epilog

(za „Odnawialnym”)

26-go listopada 2012 r. w Sejmie  miało miejsce wysłuchanie poselskie w sprawie wdrożenia dyrektywy o promocji OZE w Polsce. Znamienne było to, że spośród parlamentarzystów na sali, za wyjątkiem posła Kalisza z SLD,  byli w zasadzie tylko członkowie Klubu Poselskiego Ruchu Palikota (RP).

 


Jeżeli chcesz, podaj dalej:                     lub dołącz do nas na Facebooku oraz Google+    ----------------->
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger
  • Email