JAPONIA: Fukushima, sierpień 2013: wstyd, chaos, rosną straty i poziom skażenia oraz alertu INES


W tym roku, po 29 miesiącach walki ze skutkami katastrofy w Fukushimie, sierpień dla Japończyków również nie był łaskawy.
Na początek jeszcze kilka wydarzeń z końca lipca, które nie znalazły do tej pory na CzyCzy odzwierciedlenia w bieżących wiadomościach.

19 lipca - Rząd Japonii zakazał wywozu wołowiny z Fukushimy

Rząd Japonii wprowadził całkowity zakaz wywozu wołowiny z prefektury Fukushima po tym, gdy wysłano stamtąd mięso z krów, karmionych radioaktywną paszą.

19 lipca - Tepco przyznaje ryzyko raka u ponad 10 krotnie większej liczby pracowników

Firma Tepco przyznała, że po dokonaniu rewizji kryteriów oceny stopnia narażenia na szkodliwe promieniowanie, ponad 10 razy większa niż szacowano grupa pracowników Fukushimy może być zagrożona rakiem tarczycy. Poprzednie raporty TEPCO mówiły o 178 osobach, aktualna liczba to już 1973 pracowników.

Działania Tepco zostały podjęte po, mającej niegdyś miejsce, stanowczej krytyce japońskiego Ministerstwa Zdrowia dla przyjętych przez Tepco kryteriów oceny ekspozycji na promieniowanie. Ministerstwo zdrowia zażadało wówczas ich rewizji.

Na podstawie między innymi tych informacji WHO tworzyła swój raport dotyczący awarii w Fukushimie.

22 lipca - Tepco po raz pierwszy potwierdza radioaktywne zanieczyszczanie Pacyfiku

Po wielu miesiącach zapewniania przez Tepco iż skażona woda nie wydostaje się poza elektrownię, rzecznik firmy przyznał:

Wydaje się, że zanieczyszczona woda dostaje się do morza. Z danych wynika, że nie ma jednak nadzwyczajnego wzrostu poziomu radioaktywności.

Zapewnienia Tepco płynęły do tej pory pomimo podnoszonych wielokrotnie wątpliwości, których źródłem było skażenie promieniotwórcze badanych ryb. Tepco nie przyznawało się również gdy podnoszone były obiekcje dotyczące wyższego skażenia radioaktywnego w próbkach pobieranych w niższych warstwach ziemi niż na jej powierzchni

Co jest ważne lub nie, ale na pewno daje do myślenia – Tepco przyznało się do ukrywania prawdy dzień po wyborach do wyższej izby japońskiego parlamentu.

26 lipca - Raport o działaniach Tepco “nie macia pojęcia, co robicie”

W przedstawianym przez ekspertów energetyki jądrowej raporcie dotyczącym elektrowni jądrowej Fukushima, długa lista problemów została podsumowana przez Dale’a Klein (byłego szefa amerykańskiej Komisji Jądrowej NRA)

Te działania wskazują, że nie macie pojęcia (Tepco), co robicie… Nie macie żadnego planu i nie robicie wszystkiego co jest możliwe aby chronić środowisko i ludzi. […] Wygląda również na to, że nie informujecie obywateli Japonii.

Potwierdzono również iż Tepco opóźniało publikowanie wyników testów potwierdzających wycieki.

Prezes Tepco na późniejszej konferencji, nazywając błędy firmy “godnymi pożałowania”, oznajmił że

były w ostatnich miesiącach co najmniej 4 okazje aby ostrzec o możliwości wycieku.

– i dodał:

Gdybym został zapytany czy reagowaliśmy w oparciu o to, czego nauczyliśmy się po 11 maca, odpowiedziałbym: Nie

Jak podkreślają eksperci, „posprzątanie” elektrowni zajmie najprawdopodobniej dziesiątki lat a wielu miejscowych mieszkańców możliwe, że nie będzie miała nigdy możliwości powrotu do domu.

18 sierpnia - Tepco przygotowuje zrzut 400 ton radioaktywnej wody do Pacyfiku.

19 sierpnia - wyciek 300 ton radioaktywnej wody z jednego ze zbiorników.

Na terenie elektrowni znajduje się blisko 1000 różnej wielkości zbiorników, w których gromadzi się radioaktywną wodę użytą do chłodzenia reaktorów. Nie był to pierwszy a 5. już wyciek ale pierwszy o takiej skali. Zgodnie z informacją operatora, część wody mogła dostać się do Pacyfiku. Nie wiadomo od kiedy zbiornik przeciekał ale ponieważ przyczyną była uszczelka, zachodzi podejrzenie, że przeciek trwał niezauważony od miesiąca, pomimo kontroli jakie powinny były się odbywać 2 razy dziennie.

Promieniowanie mierzone 50 cm nad powierzchnią wycieku wynosiło 100 msV/h. Jest to dawka 350’000 razy wyższa od dawki promeniowania naturalnego, i jednocześnie taka, jaką zgodnie z międzynarodowymi normami zdrowotnymi, człowiek ma prawo przyjąć w ciągu 20 lat a pracownik elektrowni jądrowej w ciągu 5.

Japoński nadzór jądrowy zaklasyfikował wyciek jako INES 1 (anomalia, najniższy w siedmiostopniowej międzynarodowej skali zagrożeń nuklearnych)

21 sierpnia - podniesienie alertu do poziomu INES 3

Japonia zadeklarowała podniesienie alertu do poziomu INES 3 (poważny wypadek).

Tepco również oświadczyło, że jeden z dwóch filtrów do radioaktywnej wody został 8 sierpnia odłączony z powodu korozji i nie będzie działał co najmniej do końca września. Spowoduje to dodatkowy wzrost poziomu skażenia wody w zbiornikach.

22 sierpnia - kolejne dwa źródła promieniowania

Rozpoczęto sprawdzanie 300 pozostałych zbiorników tego samego typu, jak ten, z którego doszło do wycieku 19 sierpnia.

Dodatkowo obsługa znalazła 2 źródła emisji radioaktywnej o nieznanym pochodzeniu. Odkryto również brak miernika poziomu wody na 1’000 tonowym zbiorniku, co w sposób znaczny uniemożliwiało szybką i poprawną diagnozę jego stanu.

 

 

Profesor DeWit, specjalista od finansów publicznych na tokijskim uniwersytecie Rikkyo, podsumowuje:

Właściwie to sytuacja wygląda tak, że macie zbankrutowaną firmę, która do zadbania i posprzątania Fukushimy została zostawiona mniej więcej sama sobie. […] Na dodatek, pomimo iż została znacjonalizowana w zeszłym roku, to bezpośrednio nie raportuje do żadnej instytucji włączając w to nadzór jądrowy, który swoją drogą nie nadwyręża swojego autorytetu w zakresie regulacyjnym i dochodzeniowym.

Wygląda na to, że z katastrofy Fukushimy też nie będzie można wyciągnąć pełnych wniosków naukowych tak, jak z tragedii Czarnobyla.

 

Elektrownia jądrowa Fukushima Daichii ma w tej chwili 4 poważne problemy

Chłodzenie reaktorów i utylizacja użytej do chłodzenia radioaktywnej wody

Po niekontrolowanym przerwaniu pracy elektrowni, w jej ruinach pozostają 3 uszkodzone reaktory. W nich stopione paliwo. Ponieważ zachodzą tam nieustannie reakcje jądrowe, aby nie doszło do większej tragedii, należy je nieustannie schładzać.

Ze względu jednak na poważne uszkodzenia całej infrastruktury nie da się tego robić w obiegu zamkniętym. W tym celu więc Tepco wpompowuje do kompleksu i wypompowuje z niego olbrzymie ilości (ok. 400 ton) wody dziennie. Ponieważ woda, chłodząc elementy radioaktywne, sama również ulega skażeniu, pojawia się problem z bezpiecznym jej przechowywaniem. Do tego celu zostało postawionych na terenie elektrowni ok. 1’000 pojemników stalowych różnej pojemności. Szacuje się, że znajduje się w nich dziś ok. 350 tysięcy ton skażonej radioaktywnie wody. Ilość, jaką można by wypełnić 150 basenów olimpijskich.

Woda pompowana jest przewodami plastikowymi o łącznej długości 4 km. Niestety materiał ten potrafi pękać, co miało już miejsce podczas zimy.

Profesor Ludwik Dobrzyński z Narodowego Centrum Badań Jądrowych twierdzi, że dopóki wodę chłodzącą można przechować i filtrować na miejscu, to dla ludzi nie ma to żadnego znaczenia, to problem jedynie dla obsługi elektrowni.

Inaczej jednak sądzą naukowcy na świecie, którzy podkreślają, że takie rozwiązanie może być traktowane tylko jako awaryjne i tymczasowe. Nie tylko z powodu ograniczenia przestrzennego do składowania takiej ilości wody – a szacuje się, że ok. 85% tych pojemników jest zapełniona. Dużo większym problemem pod względem bezpieczeństwa jest zgromadzenie tak dużej ilości radioaktywnych odpadów w jednym miejscu, nie przygotowanym do tego. Zdarzały się już wycieki z tych zbiorników (największy 19 sierpnia – 300 ton wody) ale i to nie jest największym zmartwieniem naukowców. Jak mówi ekspert od projektowania systemów jądrowych na tokijskim uniwersytecie Hosei, Hiroshi Miyano:

To bardzo trudne i niebezpieczne dla Tepco przechowywać całą tą wodę. Wystarczy kolejne trzęsienie ziemi lub tsunami, które zniszczy te zbiorniki i doprowadzi do olbrzymiego skażenia.

Starając się uzdatnić skażoną wodę, operator próbuje stworzyć supernowoczesny system filtracyjny. Ale zgodnie z kwietniowym raportem IAEA, system nie daje spodziewanych rezultatów i cały czas jest w fazie projektowania.

Usunięcie wysoce radioaktywnych elementów

W elektrowni znajduje się 1’331 zużytych prętów paliwowych. Każdy z nich długości 4.5 metra i o wadze 300 kilogramów. Do tego znajdują się tam również 202 pręty paliwowe nieużywane.

Jak podaje Reuters, zużyte pręty odpowiadają pod względem radiacji 14’000 wyzwolonych podczas wybuchu bomby w ataku atomowym na Hiroshimę.

Pręty należy usunąć jak najwcześniej nie tylko z powodu problemów z ich chłodzeniem ale również zapobiegając zawaleniu się na nie budynków elektrowni podczas wstrząsu tektonicznego. A taki wstrząs może mieć miejsce niestety w każdej chwili, gdyż Japonia znajduje się na jednym z najbardziej narażonych sejsmicznie obszarów Ziemi, zwanym Pacyficznym Kręgiem Ognia, który stanowi wąski, długi pas styku płyt tektonicznych. Dodatkowym zagrożeniem jest fakt, iż zużyte pręty znajdują się w basenach umieszczonych na szczytach budynków reaktorów.

Kolejny kłopot polega na tym, że podczas normalnej eksploatacji elektrowni, takie pręty są usuwane przy pomocy naprowadzania komputerowego, gdyż potrzebna jest do tego ogromna dokładność działań. Niestety, w obecnej chwili, naprowadzanie komputerowe nie jest możliwe z przyczyn technicznych (głównie z powodu braku bazy koordynat po katastrofie). Ręczne usuwanie jest natomiast dużo bardziej niebezpieczne. Błąd w precyzji przemieszczania prętów może doprowadzić do reakcji łańcuchowej. A taką operację należy przeprowadzić bezbłędnie 1’331 razy, będąc dodatkowo świadomym możliwości dowolnych zniszczeń i zniekształceń, jakie w tym obszarze mogły zajść podczas katastrofy.

Dodatkowo z elektrowni należy pozbyć się innych radioaktywnie niebezpiecznych elementów, takich jak stopione rdzenie reaktora. Niestety, na dzień dzisiejszy nikt dokładnie nie wie gdzie one się znajdują. Niektórzy naukowcy podejrzewają, że po stopieniu przedostały się do gruntu. Tu dodatkowym problemem jest bardzo wysoka radioaktywność, na tyle wysoka, że operator stracił już kilka robotów które wysłał do wnętrza budynku reaktora. Z tego też powodu do tej pory nie wszystkie pomieszczenia udało się elektrowni udało się obejrzeć i ich stan pozostaje niewiadomą.

Zgodnie z danymi Tepco, tuż przed wydarzeniami z 11 marca 2011, w elektrowni jądrowej Fukushima znajdowało się ok. 1’760 ton nowego i zużytego paliwa jądrowego.

Ochrona Pacyfiku przed skażeniami zanieczyszczonych wód podziemnych.

Nie tylko przeciekające metalowe zbiorniki ze skażoną wodą stanowią problem. Ponieważ cały kompleks po trzęsieniu ziemi i tsunami ma popękaną infrastrukturę, do której między innymi należą wypełnione wodą baseny ze zużytym paliwem jądrowym oraz pomieszczenia z chłodzonym reaktorem do którego wpompowuje się olbrzymie ilości wody, część tych skażeń, jak z wielkiego durszlaka, dostaje się do grunt a następnie do Pacyfiku.

Ale i to niestety nie jest największe zmartwienie. Jak szacuje japońska Agencja Zasobów Naturalnych i Energii, ponieważ elektrownia położona jest nad samym wybrzeżem oceanu, ok. 100’000 ton wód gruntowych spływających z gór przepływa tuż pod nią… codziennie. Z tego szacuje się, że ok. 300-400 ton dostaje się bezpośrednio do budynków reaktorów, gdzie zostaje skażonych promieniotwórczo, po czym trafia do Pacyfiku. Pozostałe 600 ton, częściowo dzięki zabiegom japońskich uczonych i wykorzystaniu metod geofizycznych, omija budynki reaktorów ale zakłada się, że co najmniej połowa z tego może wchodzić w kontakt ze skażeniami w innych częściach elektrowni.

Problem jest o tyle duży, że nie ma ani jednej przesłanki, która by mogła mówić, że proces ten nie trwa ponad dwa lata, czyli od samego momentu katastrofy.

Przedostawaniu się tych wód przez rejony elektrowni bardzo ciężko zapobiec. Tepco i rząd Japonii dyskutują pomysł stworzenia pod elektrownią czegoś na kształt „wiecznej zmarzliny” celem odizolowania obszaru od wód gruntowych. Jest to jednak pomysł nie tylko kosztowny ale również tymczasowy. Jak sądzą naukowcy (m.in. prof. Hosakawa), nie dłuższy do utrzymania niż kilkanaście tygodni i wrażliwy na awarie energetyczne.

Na dodatek badania profesora Jota Kanda z uniwersytetu tokijskiego wskazują, że wysokość skażeń mierzonych w Pacyfiku nie usprawiedliwia faktu zanieczyszczenia go samymi wodami gruntowymi. Jego zdaniem ich źródeł należy szukać jeszcze w innych miejscach.

Na dzień dzisiejszy, ze względu na niewystarczającą ilość danych dotyczących skażenia Pacyfiku, rząd Japonii obiecał wdrożenie pełniejszego monitorowanie stanu Oceanu.

Tylko od czerwca do sierpnia 2013 aktywność izotopów cezu w wodzie morskiej niedaleko elektrowni wzrosła ponad pięciokrotnie, zbliżając się do dopuszczalnej normami granicy.

Fukushima poziom skażenia Pacyfiku Cezem

Koszty

Wśród większości naukowców nie ma wątpliwości, że porządkowanie skutków tej katastrofy jądrowej zajmie co najmniej 40 lat. Prace wykonuje operator elektrowni, firma Tepco ale ponieważ jest finansowym bankrutem, by móc dalej pełnić swoje obowiązki, została w 2012 r. znacjonalizowana. Większość kosztów finansowanych jest przez rząd Japonii, który na ten cel założył w budżecie państwa rezerwę w wysokości 1 biliona Yenów (ok. 11 mld $).

Najnowsze szacunki, wspieranego przez japoński rząd Narodowego Instytutu Nauki i Technologii Przemysłowej mówią, iż prace dekantominacyjne mogą pochłonąć nawet 5.81 bln Yenów (58 mld $).

Arnold Gundersen, ekspert energetyki jądrowej z 30 letnim stażem, w tym również jako doradca w postępowaniu związanym z katastrofą w Three Mile Island, idzie jeszcze dalej i twierdzi że

Japoński rząd pod przewodnictwem Abe nie chce przyznać (skali kosztów) ponieważ próbują aktualnie zrestartować program energetyki jądrowej i ostatnią rzeczą, której potrzebują, to ogłosić Japończykom, „a, tak przy okazji, to jest jeszcze do zapłacenia kolejne pół biliona dolarów

Fukushima skażenie

 

Zadziwiające jest, że przy tak wielkim, globalnym problemie, w Japonii nie stacjonuje sztab najwybitniejszych międzynarodowych naukowców, radzących 24 godziny na dobę jak dalszej tragedii zapobiec.

Jak zachowują się np. trzej najwięksi aktualnie gracze atomowi?

Pomimo, że awaria jest też kłopotem dla USA, a zwłaszcza firmy General Electric, która zaprojektowała duża cześć Fukushima Daiichi i odpowiadała za budowę reaktorów wraz z infrastrukturą i to ich pomysłem było składowanie zużytego paliwa w basenach wysoko nad ziemią, to nie znana jest nam właściwie żadna poważniejsza reakcja oprócz dyplomatycznej wymiany grzeczności okolicznościowych. Rozumiemy, że to nie jest dla amerykańskiego przemysłu jądrowego najlepszy sposób jego promowania ale wkrótce może nie być wcale lepiej.

Chiny – Po sierpniowych doniesieniach z Fukushimy, Ministerstwo Spraw Zagranicznych Chin w faksie do agencji Reuters napisało, że

Mają nadzieję, że strona japońska podejmie skuteczne kroki w celu położenia kresu zagrożeniu jakie stanowi Fukushima. Zaznaczyło też, że całą sprawą jest „wstrząśnięte”.
…choć nie zmieszane. Ale, no miło z ich strony, że wyrażają troskę.

Rosja – jedyna, powtarzana kilkukrotnie i publicznie propozycja pomocy dla Japonii. Ostatni raz po tym jak Tepco przyznało się w sierpniu do zatajania faktów. Jednak jak się chwilę zastanowić, to nie do końca to dziwi. Z dość powszechnie znanych względów raczej „chłodnej czułości” jaką się te oba kraje od wielu lat obdarzają, propozycja ta pozostaje w sferze dialogu dyplomatycznego. Można też tylko się domyślać dlaczego za każdym razem ta przyjacielska troska jest jak najszerzej przez Rosję upubliczniana.

A Międzynarodowa Agencja Energetyki Atomowej? Międzynarodowy organ powołany własnie między innymi do takich celów? No… jest w stałym kontakcie z Japonią. Przedstawiciele byli również z wizytą doradczą w Fukushimie. Jak powiedział jej rzecznik Serge Gas:

Po tej wizycie agencja skonstruowała pare rekomendacji do japońskich władz w zakresie długoterminowego zarządzania odpadami płynnymi. Jest nadal gotowa do pomocy.

 

Zgodnie z konwencją „O pomocy w przypadku awarii jądrowej lub zagrożenia radiologicznego” z 26 września 1986 r. (utworzoną w 5 miesięcy po tragedii w Czarnobylu), Japonia ma prawo do pomocy wszystkich sygnotariuszy tego aktu. Warunkiem koniecznym jest jednak wystąpienie o taką pomoc.

Jak diagnozuje tą zastanawiającą sytuację Paul Gunter, były pracownik amerykańskiego nadzoru jądrowego z 20 letni stażem, aczkolwiek od wielu lat przeciwnik energetyki jądrowej:

To, co obserwujemy, to osłona stawiana przy okazji starań promowania programu ponownego uruchomienia reaktorów (w Japonii), której zadaniem jest powstrzymywanie złych wiadomości raczej niż promieniowania.

Potwierdzeniem tej opinii może być podana ostatnio przez „The Japan Times” informacja, że obecnie 80 pracowników japońskiego nadzoru jądrowego (NRA) pracuje nad restartem elektrowni jądrowych a 42 nad kryzysem w Fukushimie.

 


Jeżeli chcesz, podaj dalej:                     lub dołącz do nas na Facebooku oraz Google+    ----------------->
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Blip
  • Wykop
  • Blogger
  • Email